Oto La Portada – jedna z najpiękniejszych niespodzianek mojej wizyty w Chile.
Historia jest następująca:
La Portada jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc turystycznych w pobliżu Antofagasty. To monumentalny łuk skalny w niedalekiej odległości od brzegu, wydrążony przez milenia oddziaływania erozji. Czyli wiadomo, że trzeba zobaczyć.
Zatem przyjechałem, zobaczyłem, pstryknąłem fotkę i… myślałem, że to tyle. Ale, ale! Niepozorna ścieżka, za zamkniętym na cztery spusty centrum turystycznym (dość typowe) wyglądała na obiecującą. I to ona stała się główną bohaterką dzisiejszego wpisu.

Dróżka prowadzi wzdłuż klifów, przez teren chroniony ze względu na lęgi ptactwa (dlatego nie wolno było schodzić na plażę). Klify – cóż to jest za widok! Ze 30 metrów pionowego urwiska, na dole rozbijające się o skały fale oceanu, a na wysokości oczu i pode mną – szybujące ptaki.

Prę zatem naprzód, w poszukiwaniu pingwinów! Wokół – nikogo. Jedynie potężne falowanie oceanu, wiatr i nieśmiałe, z rzadka nawoływanie ptaków. W tej piaszczystej, księżycowej scenerii zaczęły się jednak pojawiać zgoła zaskakujące i lekko niepokojące obrazki.

Teren ten okazał się być… psim cmentarzem. Po chwili chałupniczo wykonanych nagrobków pojawiło się znacznie więcej, a w oddali dostrzec można niemal psią nekropolię.

