Dziennik podróży #1

Nie da się ukryć, że równie ekscytująca jak projekt jest sama podróż do Chile. W moim dzienniku będę dzielić się z Wami przeżyciami z wyprawy.


Pierwszy przystanek – Antofagasta.

Po 39 godzinach podróży. Najpierw lot Kraków–Paryż, 7h czekania, Paryż–Santiago (14h30 lotu!), 7h czekania, Santiago–Antofagasta, przesiadka na samochód, hotel.

Pierwsze wrażenia? Wylądowałem na Marsie.

Antofagasta jest miastem portowym około 1300 km na północ od stolicy – Santiago. Z jednej strony ma Ocean Spokojny, z drugiej – najsuchsze miejsce na Ziemi – Pustynię Atacama.


Jedzenie w Chile

Póki co jestem w stanie powiedzieć o jedzeniu tyle, że:

  1. w Antofagaście, jak przystało na miasto portowe, je się praktycznie wyłącznie ryby i owoce morza. I są pyszne.
  2. Desery są wściekle słodkie. Tak słodkie, że od samego zapachu można dostać hiperglikemii.
  3. Warzywa? A co to? (Na razie uświadczyłem jedynie pomidorki dla ozdoby wokół sera, liść sałaty w burgerze i ogórki w dzbanku z wodą)
  4. Chilijczycy mają swój narodowy drink – Pisco Sour. Co prawda toczą o niego batalię o prawa autorskie z Peru, ale skład jest podobny: Pisco (rodzaj brandy), dużo soku z limonki, megagorzki likier Angostura i białko kurze* – wszystko to przemiksowane z lodem. W smaku cudownie kwaśne i orzeźwiające.

    * Jak dla mnie picie drinka z jajkiem jest trochę dziwne. Ale okazuje się, że w restauracjach, z obawy przed salmonellą, zamieniają białko kurze na coś innego, bezpiecznego. Więc nie jestem w stanie powiedzieć czy ma to sens 🙂

Póki co Antofagasta to tylko krótki postój na odbudowanie sił. Już za chwilę czas wsiąść do terenówki i udać się wgłąb pustynii, na prawie 3000 metrów nad poziom morza – do głównego celu mojej podróży – Obserwatorium Cerro Murphy.

2024 © Przemysław Scheller